numer 4
 
Dęblin po wojnie




  "...Wkrótce Szkoła nasza etapami przebazowała się do Dęblina, rzutem powietrznym i kołowym. Maszyny przeprowadzali instruktorzy, a kursanci jechali transportem kolejowym. Była to dla nas zaprawa fizyczna przy likwidacji i załadunku sprzętu, ale czego nie wytrzyma młody, niezmordowany żołnierz. Transport nasz dotarł do Dęblina i bocznicą kolejową zajechał pod magazyn w późnych godzinach popołudniowych. Tam przede wszystkim musieliśmy przygotować sobie pomieszczenie, aby ustawić łóżka do noclegu. Naszą żołnierską salą okazał się ten właśnie magazyn na pierwszym piętrze, dokąd pownosiliśmy swoje drewniane łóżka. Warunki mieliśmy niezbyt komfortowe, ale powietrza było dużo, bo oprócz powybijanych okien, w suficie widniała potężna dziura przebita na wylot pociskiem artyleryjskim lub bombą lotniczą, przez którą można było oglądać gwiazdy i przy okazji nauczyć się astronomii, tak potrzebnej w nawigacji lotniczej..."




wstecz