strona główna

numer 26

Szare korzenie



  Zawsze pozostawali w cieniu, mimo że ich pokryte smarem dłonie tak samo ważne były dla maszyny, jak pilotującego ją człowieka. Kiedy samolot lądował, a myśliwiec lub załoga bombowca kończyła swoją część pracy, do boju ruszali oni, "szare korzenie bujnych kwiatów" - jak nazwał ich onegdaj Arkady Fiedler. Kiedy "ich" samolot wzbijał się w powietrze, odprowadzali go wzrokiem; kiedy czas oczekiwania przedłużał się, z troską patrzyli w niebo. Gdy płatowiec wracał, byli pierwszymi, którzy poznawali wrażenia z lotu. Wiedzieli pierwsi czy pilot powiększył swe konto, czy bomby ulokowały się w celu. Wiedzieli wcześniej niż "inteligentny". Gdy Dywizjon kończył zadanie w niepełnym składzie, opłakiwali poległych pilotów. Stanowili znakomitą większość personelu Polskich Sił Powietrznych - żołnierze bez skrzydeł. Wykonywali równie ważną, sumienną i żmudną pracę, jak ich latający koledzy, aczkolwiek o nich mniej się pamięta.



wstecz