strona główna

numer 52

Krakowskie Osy w "bitwie granicznej"



  Samolot został w kilka godzin ewakuowany przez ppor. pil. Pietrzyka, który dotarł w bardzo ciężkich warunkach terenowych, z przestrzelonym zbiornikiem paliwowym i już pod ogniem karabinów niemieckich. Mimo to ppor. pil. Pietrzyk doprowadził maszynę w porządku na własne lotnisko wykazując niezwykłą odwagę i umiejętność. Za ten czyn d-ca eskadry wniósł prośbę o nadanie ppor. pil. Pietrzykowi krzyża "za dzielność". Po południu na zadanie bojowe wystartowała załoga por. obs. Wrzeszcz ze st. sierż. pil. Baranem. Lotnicy mieli przeprowadzić rozpoznanie rejonów na południowy zachód od Częstochowy oraz nawiązać łączność z polską jednostką wojskową sąsiadującą z 7. DP. Nad miejscowością Strzebiń polska załoga została zestrzelona przez ogień przeciwlotniczy niemieckiej piechoty. Świadkiem tego była Klara Wałoszek: Krótko po godz. 14.00 nadleciał polski samolot. Kiedy lotnicy zauważyli w Strzebinie Niemców, oddali do nich kilka długich serii z karabinu maszynowego. Usłyszałam okrzyk "hurra" i spojarzałam w górę. Samolot polski opadał w dół i się złamał. Na kadłubie miał wymalowany kwadrat jasnego koloru, ale co na nim było, nie pamiętam. Z kadłuba samolotu hitlerowcy wydobyli dwóch zabitych lotników. W leśniczówce kwaterował sztab wojsk niemieckich, który zabrał dokumenty nieżyjących lotników, a następnie kazał żołnierzom Wehrmachtu, aby ich pochowali.



wstecz